1. pl
  2. uk
  3. en
  1. pl
  2. uk
  3. en
  1. pl
  2. uk
  3. en
  1. pl
  2. uk
  3. en

Kościół Chrześcijan Baptystów - Al. Piłsudskiego 11, 35-074 Rzeszów

20 października 2026

O chlebie w życiu chrześcijanina

Chleb jest wyjątkowym pokarmem. Taki jak ten leżący na stole przygotowanym do Wieczerzy Pańskiej i jak ten na stołach w naszych domach. Gdy cierpimy niedostatek mówimy, że go nam brakuje. Chleb jest owocem pracy człowieka, jego zapobiegliwości, pracowitości, zaradności i wytrwałości. Wymaga wysiłku: od zasiewu poprzez żniwa w upalne dni, młóckę i pracę młynarza po piekarza trudzącego się przed świtem.

 

Chleb nie jest jednak dziełem wyłącznie człowieka. Jest realizacją nakazu Boga, abyśmy ziemię czynili sobie poddaną. Bóg stworzył zboże i obdarował człowieka mądrością, by ten założył pierwszą uprawę i upiekł pierwszy chleb. Dlatego traktujemy chleb z szacunkiem jako dar od samego Boga. Cyprian Kamil Norwid w jednym z wierszy pisał:

 

"Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba

podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów nieba,

tęskno mi, Panie".

 

Pan Jezus nad Jeziorem Galilejskim wobec pięciu tysięcy głodnych ludzi wziął chleb, zmówił błogosławieństwo, łamał i rozdawał. Błogosławieństwo Izraelity nad chlebem mogło być tylko jedno, tzw. Beracha, czerpiąca z Księgi Powtórzonego Prawa (Pwt 8,10): "Błogosławiony jesteś Boże, Panie nasz, Królu Wszechświata, za to że dajesz nam chleb z ziemi". W chlebie łączy się wola Boga i posłuszeństwo człowieka. Dlatego przez uszanowanie dla darów nieba zebrano dwanaście koszty ułomków, by nikt nie podeptał chleba.

 

W Polsce tak wiele jest chleba. Czy są głodni? Czy ich dostrzegamy? Czy zatrzymujemy się przed tymi, którym brak chleba? Może dajemy im dobre rady, życzymy pokoju, zachęcamy, by się ogrzali, zaprzestali nadużywania alkoholu, czy poszukali pracy. Jeśli jednak nie damy im tego, czego domaga się ich żołądek, to cóż im nasza mowa pomoże (Jk 2,15-16). Przyjdzie taki czas, że Pan nas o to zapyta: "Albowiem byłem głodny, a nie daliście mi jeść…" (Mt 25,35). Zapytacie: Pan Jezus miałby mieć twarz brudnego bezdomnego i nietrzeźwiejącego alkoholika? Odpowiem: Skoro może mieć twarz skazanego - "…gdy byłem w więzieniu odwiedziliście mnie…". Gdy staniemy przed Panem na nic zda się nasze zdanie o alkoholiku.

 

Gdy modlimy się z zapałem "Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj" (Łk 11,3), to myślimy o sobie samych, o gromadzeniu zapasów i zapewnieniu sobie przyszłości? A przecież Pan uczy nas, by (w dosłownym tłumaczeniu) każdego dnia modlić się o codzienną porcję chleba, tj. z ufnością, że Dobry Pasterz dba o swoje owce tak, jak zadbał karmiąc tłum nad Jeziorem Galilejskim. Lud chciał od razu mieć gwarancję zapasów i zamierzał obwołać Jezusa królem (Jan 6,15). Takim królem, co zabiera im troskę o następny dzień. Pan jednak oddalił się od tak myślących.

 

Gdy po chrzcie Janowym Jezus udał się na pustynię, po długotrwałym poście odczuwał głód. Kuszony przez szatana trzykrotnie, odpowiada na pierwszą pokusę, by zamienić kamienie w chleb słowami Księgi Powtórzonego Prawa: "Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych" (Pwt 8,3; Mt 4,4). Jakże inaczej brzmią nam teraz słowa "Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj". Czy nie są także wołaniem o Słowo Boże każdego dnia, o powszedni pokarm duchowy potrzebny człowiekowi obok pokarmu dla ciała?

 

Po spotkaniu z Samarytanką Jezus, namawiany do posilenia się, mówi: "Moim pokarmem jest pełnić wolę tego, który mnie posłał, i dokonać Jego dzieła" (Jan 4,34). Tak właśnie przeszedł przez ludzkie życie Syn Boży. Jak my moglibyśmy Go naśladować? To oczywiste. Przed wstąpieniem do nieba Pan pouczył apostołów: " Idźcie na cały świat i czyńcie uczniami wszystkie narodowy, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem" (Mt 28, 19-20). Czy nie jest tak, że z własnej wiary czynimy jednak tajemnicę w sąsiedztwie, w pracy czy na Facebooku?

 

A przecież jesteśmy włączeni w Zgromadzenie wybranych, które z języka czeskiego nazywamy kościołem. Mamy powód do radości z własnego zbawienia i świadomość głodu Słowa Bożego pośród ludzi. Powinniśmy zasiewać Słowo Boże wokół nas. Tymczasem siedzimy z założonymi rękami, dziwiąc się, że duchowe żniwa nie nadchodzą. Czy tak powinien wyglądać nasz udział w Zgromadzeniu wybranych? Czy nie żyjemy w wewnętrznej sprzeczności, wzbraniając się przed podaniem chleba innym, poza Kościołem, łamiąc go jednocześnie w Kościele? "Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba" (1Kor 10,16-17). Sam Pan zrodzony w Betlejem (hebr. dom chleba) o sobie mówi: "Ja jestem chlebem życia" (Jan 6,35). Czy mam śmiałość nie zanieść tego chleba światu?

 

Gdy nadchodzi jesień skłonni jesteśmy do dziękczynienia Bogu za brak głodu, za spiżarnię pełną zapasów, za pełne spichrze, za dobre samopoczucie. Zapominamy, że obok chleba dla ciała, otrzymaliśmy także chleb dla naszego ducha. Możemy nasze ciała utuczyć nadmiarem chleba, ale gdy nie będziemy się posilać Słowem Bożym nasz duch będzie pełen lęku, rozterek i zupełnie niezdatny do dobrego czynu. Nasz duch będzie chorą częścią ciała, którego głową jest Jezus.

 

Nad Jeziorem Galilejskim Jezus powiedział do uczniów: "Wy dajcie im jeść" (Mr 6, Łk 9). Nie dali. Mieli mnóstwo wymówek, że się nie da, że nie ma za co kupić, ani gdzie. Ale po Zesłaniu Ducha Świętego, nie bacząc na brak chleba w plecaku, wyruszyli na cały ówczesny świat z pokarmem jakim jest chleb Słowa Bożego i zaspokoili głód tak wielu łaknących Boga. Jesteście gotowi wyruszyć w tę drogę?

 

 

 

 

arak