Kościół Chrześcijan Baptystów - Al. Piłsudskiego 11, 35-074 Rzeszów
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
Na jeziorze Genezaret pojawiły się liczne łodzie. Brzegiem maszerował tłum. Wszyscy zmierzali na górę wznoszącą się na wschodzie. Było ich razem ponad 5 tysięcy. Wyglądali jak owce nie mające pasterza (Mr 6,34). Powtarzano między sobą pogłoskę, że tam właśnie udaje się Jezus z uczniami. Gdy dotarli szczęśliwie na miejsce słuchali o Królestwie Bożym i prosili o uzdrowienie. Pan dokonywał cudów.
Gdy zbliżał się wieczór Jezus zapytał Filipa, wystawiając na próbę jego wiarę (Jan 6,6), czym nakarmić tak liczny tłum. Bo albo wszyscy ci ludzie zostaną nakarmieni i przenocują na trawie, albo jest ostatni moment, by poszli w stronę wiosek i tam szukali pożywienia. I tu następuje scena najbardziej zaskakująca. Filip, który widział już wiele cudów dokonanych przez Jezusa wydaje się jakby ich nie pamiętał. Próbuje się usprawiedliwiać tym, że na taki tłum to i 200 denarów (denar to opłata za dniówkę pracy) byłoby za mało, których przecież nie miał. Zresztą, gdzie na pustkowiu zakupić żywność i do tego w tak ogromnej ilości?! Wsparcia Filipowi udziela Andrzej, brat Piotra, przyprowadzając chłopca z 5 jęczmiennymi bułkami i 2 rybami (może tilapiami, które do dziś tam się odławia). Chłopiec ze swoim prowiantem miał być argumentem, że nic się nie da zrobić. Tylko jeden chłopiec na tak wielką rzeszę ludzi miał cokolwiek do jedzenia. Andrzej, podobnie jak Filip, nie wykazuje zbyt wielkiej wiary w Jezusa.
Tłum owszem, tak. Tłum wierzy w Jezusa. Ludzie ci pokonali spory dystans, bo mieli sprawy do załatwienia: cierpieli na nieuleczalne choroby, mieli małżeńskie problemy, poszukiwali nadziei, chcieli sprawdzić to, co słyszeli o Jezusie i o cudach. Oni widzieli w Jezusie "proroka który miał przyjść na świat" (Jan 6,14). Oni nie troszczyli się o nocleg ani o kolację. Nie rozeszli się. Wiedzieli, że mają pasterza, który się o nich zatroszczy. W sercu pragnęli takiego króla jak Jezus: uzdrawiającego z chorób, rozwiązującego problemy i karmiącego do sytości. Wspaniała perspektywa, dla tych, którym w życiu dotychczas było pod górkę.
Chłopiec, ze względu na swój wiek, z pewnością nie miał tych problemów. Dostał od mamy na drogę koszyk z 5 bułkami i 2 rybkami. Zapatrzył się na Jezusa, zasłuchał i tak minął mu dzień bez jedzenia. Gdy wypatrzył go Andrzej i wskazał na koszyk, to wtedy pewnie odczuł głód. Nikt mu zapasów nie zabierał siłą. Komu jak komu, ale Jezusowi oddał z ufnością swój koszyk. Nie martwił się o resztę. W sam raz usłyszał tyle i zobaczył tak wiele, by przyjąć do wiadomości, że Jezus jest tym, który się o wszystkich zatroszczy. Tylko on jeden zachował swój koszyk. Innym pozostały puste kosze.
Z 5 bułek i 2 rybek Jezus nakarmił ponad 5 tysięcy ludzi. Na potwierdzenie wyjątkowości cudu, napełniono jeszcze 12 koszy ułomkami chleba. Z pewnością ci, co przyszli z ciekawości, dla sprawdzenia pogłosek, zostali przekonani. Wszystkim opłacił się wysiłek, tym co byli pieszo i tym, co przepłynęli jezioro. Powrót był pełen odprężenia - w przeciwieństwie do niepewności jaka im wcześniej towarzyszyła.
W tej historii widzimy przede wszystkim Jezusa jako pasterza swego ludu. Ale widzimy też lud, czyli nas samych. Jedni z nas może znają się z Panem od dawna. Są tak blisko, że nie zauważyli, że duchowo są nieco dalej niż w dniu Chrztu, 10 lat temu, 20, może 30 czy wtedy, gdy prosili i zostali wysłuchani. Może są jak Filip i Andrzej i mówią codziennie wyznając grzechy, że nic się nie da zrobić. Nie da się ewangelizować, pomagać innym, powstrzymać swojego języka i klawiatury przed nienawiścią. Nawet "200 denarów" nie wystarczyłoby na rozwiązanie trudności dnia codziennego.
Inni są może jak tłum. Nie znają jeszcze Jezusa bliżej, ale mają sprawy do załatwienia i muszą się pilnie spotkać. To nie jest ciekawość. To konieczność. To kwestia życia. Szukają Jezusa, chodzą do kościoła, odwiedzają strony internetowe, marzą o nienagannych chrześcijanach obok siebie, o świecie tu i teraz, który będzie ich chronił przed wszelkimi trudnościami. Wierzą cokolwiek roszczeniowo; od trudności do trudności.
A może jesteś jak chłopiec? Nawet jeśli niewiele jeszcze wiesz o Jezusie, to przecież ufasz Mu bezgranicznie. Wiesz, że to, co masz cennego, On potrafi pomnożyć dla Ciebie i dla innych. Nie martwisz się więc byle czym, masz dobry nastrój. Jesteś zasłuchany i wpatrzony w Jezusa tak mocno, że jesteś syty. Duchowo syty. Gotowy współdziałać dla głoszenia Ewangelii, bo Pan naprawdę jest Twoim pasterzem.
arak